Boston - jak się tam dostać, poruszanie się po mieście, co warto zobaczyć - i czy w ogóle warto?


Boston ma tego pecha, że chowa się w cieniu Nowego Jorku. Niewiele o nim w Europie wiadomo, w Polsce przywodzi na myśl głównie redaktora Kolonko, a Nowa Anglia budzi skojarzenia mgliste jak poranki w Vermont. Boston tymczasem to miasto niezwykle przyjazne zwiedzającym, które można śmiało zwiedzić pieszo lub korzystając z komunikacji miejskiej, co wcale tak oczywiste w amerykańskich miastach nie jest. Poza tym to właśnie tu macie szansę zobaczyć miejsca, w których na ziemiach land of freedom rodziła się wolność. To wyjątkowe miejsce na mapie amerykańskiej historii i zdecydowanie warto je zobaczyć.
 
 

Podróż
Bilet lotniczy w obydwie strony na trasie Kraków-Boston to wydatek rzędu 2000-2500 zł od osoby. Jeśli planujecie zabrać bagaż rejestrowany, koniecznie sprawdzajcie warunki poszczególnych linii - w naszym przypadku najkorzystniejsza okazała się oferta Delty/KLM, gdzie za niewielką dopłatą każdy pasażer może zabrać ze sobą jedną sztukę bagażu rejestrowanego o wadze do 23 kilogramów. Lufthansa domagała się za transport bagażu około 300 zł za każdy odcinek międzykontynentalny, co kosmicznie podnosiło cenę biletu.

Większość lotów realizowanych przez KLM odbywa się z przesiadką na amsterdamskim lotnisku Schiphol, i tu warto jednak darować sobie połączenie z zaledwie godzinną przerwą w podróży. Schiphol jest lotniskiem dość intuicyjnym, przestronnym i dobrze oznakowanym, ale jest też portem dużym. Przejście z jednego terminalu do drugiego potrafi zająć dobrych kilkanaście minut (i to żwawym marszem). Nie ma jednak obaw, że będziecie się nudzić - jest tu oddział Rijksmuseum, wszędzie są miejsca do odpoczynku, rozległa strefa bezcłowa, szafki, w których możecie zamknąć bagaże podręczne, a nawet fortepian.

Od momentu wylądowania w Bostonie do chwili wyjścia z lotniska minęła niecała godzina, z czego najwięcej czasu spędziliśmy z pozostałymi pasażerami czekając na bagaż. Wszelkie formalności związane z przekroczeniem granicy są realizowane bardzo sprawnie - w porównaniu z chaosem w Atlancie wszystko przebiega tu bezproblemowo, pasażerowie są kierowani wzdłuż taśm do samoobsługowych kiosków, a następnie na rozmowę z urzędnikiem.
W kontekście ostatniego dołączenia Polski do programu ESTA zasadniczo nic by to w tej sytuacji nie zmieniło, bo w Bostonie w jednej kolejce stali wszyscy (chyba tylko poza posiadaczami paszportów dyplomatycznych). Sama rozmowa z urzędnikiem to dosłownie minuta kurtuazyjnych pytań i pieczątka w paszporcie.


 

Komunikacja miejska
Boston jest niezwykle wdzięczny do samodzielnego zwiedzania, bo w zasadzie w każde miejsce w obrębie miasta można dostać się komunikacją miejską. Wynajem samochodu nie jest tu obowiązkowy, a jeśli nie planujecie wycieczek za miasto, okaże się prawdopodobnie całkowicie zbędny. Jednorazowa przygoda z przejażdżką do centrum w godzinach szczytu nauczyła nas, że o wiele szybciej dostaniemy się na miejsce, korzystając z kolejki. 

W zależności od długości pobytu wybierzcie najdogodniejszą dla Was opcję kart - Massachusetts Bay Transportation Authority (MBTA) proponuje trzy formaty. Możecie wybierać między Charlie Card, Charlie Ticket i MTicket - [klik] tu możecie zobaczyć porównanie tych trzech opcji. Korzystałam z Charlie Card i jest bardzo wygodna, poza tym można ją w każdym momencie doładować, a potem wystarczy tylko zeskanować przy przejściu przez bramki. Karta nie obejmuje jednak podróży promem i koleją, więc jeśli je planujecie, lepszym wyborem będzie Charlie Ticket.
Ceny:
Jeden przejazd metrem na Charlie Card to koszt 2,40$, na Charlie Ticket - 2,90$. Bilet dzienny na nielimitowane przejazdy to wydatek 12,95$.
Przy dłuższym pobycie zdecydowanie najkorzystniej wypada bilet tygodniowy za 22,50$ (ceny z jesieni 2019).

 

Najwygodniej jest planować podróż przy pomocy zakładki Trip Planner na stronie MBTA, ale równie dobrze sprawdzą się tu mapy Google. Warto pamiętać, że bostońskie metro ma co najmniej osobliwy system oznaczania pociągów jako inbound albo outbound.
W skrócie: inbound zawsze zbliża się do centrum, a outbound się od niego oddala. W przypadku tych drugich linii bardziej pomocne będzie raczej kierowanie się nazwą stacji końcowej, bo np. zielona linia się w pewnym momencie rozwidla i choć wszystkie zmierzają teoretycznie za miasto, można wylądować na jednej z aż pięciu potencjalnych stacji końcowych. Co jest może akceptowalne rano, ale nocne wycieczki po obcych rejonach zwiedzanego miasta bywają średnio bezpieczne ;).
Rzecz zaskakująca: pociągi wyglądają może mało obiecująco, ale klimatyzacja działała w nich bez zarzutu.


Co zobaczyć w Bostonie?
Zdecydowanie szybciej byłoby napisać, co w Bostonie nie jest warte uwagi! Tu zapiszę tylko skrót, a w miarę pojawiania się kolejnych wpisów będę sukcesywnie uzupełniać poszczególne sekcje o linki do poświęconych im wpisów.
Najważniejszy jest moim zdaniem The Freedom Trail - rewelacyjna inicjatywa umożliwiająca samodzielne zwiedzenie najważniejszych historycznych miejsc na mapie Bostonu. Trasę wyznaczają wmurowane w chodnik czerwone cegły, za którymi wystarczy podążać. Warto jednak zainwestować w jedną z dostępnych broszur, w których objaśnione są poszczególne punkty na szlaku. Na przejście części trasy zlokalizowanej w obrębie ścisłego centrum wystarczy popołudnie, ale już wraz z wycieczką do Charlestown i wizytą w muzeum USS Constitution lepiej zarezerwować na to cały dzień. Czy warto? Zdecydowanie - #pieszopomiescie zobaczycie dużo więcej, a przy okazji będzie mieć szansę się zgubić i odkryć piękne zakątki. Szlak prowadzi między innymi przez włoską dzielnicę North End, gdzie zdecydowanie warto zbłądzić z utartej ścieżki ;)

 

Naprzeciwko parku Boston Commons znajduje się dzielnica "bardziej brytyjska niż sama Wielka Brytania" - Beacon Hill jest zdecydowanie najpiękniejszą mieszkalną dzielnicą Bostonu, tutaj też mieszkała Louisa May Alcott. Tej dzielnicy też warto poświęcić trochę czasu, wędrując między wysokimi kamienicami typu brownstone - szczególnie latem, kiedy z donic na parapetach wylewa się cała powódź kwiecia.

 

Warto też przejść się chociaż częścią trasy Harborwalk, a na szczególną uwagę zasługuje jej fragment położony w Seaport District. To też świetne miejsce dla miłośników lotnictwa, bo dosłownie po drugiej stronie kanału położone jest lotnisko Logan - to był chyba najmniej wymagający plane spotting w moim życiu ;). Na zdjęciu poniżej część trasy w okolicy centrum, a stąd już całkiem niedaleko do dzielnicy North End, czyli bostońskiej Little Italy. Obydwa miejsca zaczynają tętnić życiem w okolicach zachodu słońca, dlatego warto wybrać się tutaj raczej wieczorem.

North End jest przeuroczą dzielnicą pełną pięknych zaułków, kapliczek, klimatycznych kawiarenek i piekarni (również tych z asortymentem dla psów). Tutaj nie warto trzymać się wytyczonych ścieżek, bo właściwie w każdej uliczce czeka na was coś ciekawego.


Co warto zobaczyć w okolicach Bostonu?

Nowa Anglia ma tę zaletę, że w przeciwieństwie do olbrzymich stanów (patrzę na ciebie, Teksasie), nie trzeba jechać przez pięć godzin, by przekroczyć granicę najbliższego sąsiadującego stanu. Wokół Bostonu jest mnóstwo ciekawych miejsc i całkiem sporo z nich można też odwiedzić, polegając na transporcie zbiorowym. 
Jeśli nie macie zbyt wiele czasu, ale chcecie zobaczyć coś poza samym Bostonem, warto udać się do sąsiedniego Cambridge i zwiedzić kampusy MIT i Uniwersytetu Harvarda. Do obydwu można dojechać czerwoną linią metra, a przy okazji udać się na spacer po Charles River Esplanade.

Harvard proponuje darmowe oprowadzanie po kampusie - można też zakupić za 3$ mapkę z przewodnikiem i zwiedzić go samemu. Polecam tę opcję :)


Marblehead, MA

Nasz pobyt wypadł w okolicach święta pracy, więc podobnie jak większość Amerykanów ruszyliśmy wtedy na plażę. Marblehead to piękne miasteczko położone około 26 kilometrów na północny wschód od Bostonu. Niestety to jednak głównie sypialnia, z której większość mieszkańców dojeżdża do pracy do większego miasta, więc transport kursuje raczej w przeciwnych niż turystyczne kierunkach (tj. rano jedzie w stronę Bostonu, a po południu odwrotnie). W Marblehead jest też dość szeroka plaża położona tuż przy głównej drodze. W tych okolicach woda w Atlantyku nawet w sierpniu jest koszmarnie zimna, więc kąpieli polecać raczej nie będę ;).




Salem, MA

Salem jest położone zaledwie sześć kilometrów od Marblehead, zatem grzechem byłoby go nie odwiedzić przy okazji zwiedzania tego nadmorskiego miasteczka. Całe lata po niechlubnych procesach Salem nadal dobrze zarabia na swojej historii - nie brakuje tu sklepów z wiedźmowatymi pamiątkami, a wizerunek czarownic na miotłach widnieje nawet na radiowozach. 
Tutaj też znajduje się The House of the Seven Gables, który utrwalił w swojej powieści Nathaniel Hawthorne. 



Newport, RI

Dojazd do Newport to co prawda prawie dwie godziny drogi, ale zdecydowanie warto je odwiedzić! To tutaj odbył się pierwszy turniej US Open, więc będziecie mieli szansę zwiedzić the Tennis Hall of Fame i podziwiać stinky artifacts ;). Warto tu jednak zajrzeć, bo zbiory muzeum są dość konkretne, a sama ekspozycja jest interaktywna i zaciekawi zwiedzających w każdym wieku. Wstęp na teren ośrodka jest bezpłatny, na co dzień działa tu klub tenisowy. Wstęp do muzeum w 2019 roku kosztował 15$.


W pierwszej sali przybliżone są sylwetki najważniejszych postaci światowego tenisa. Dalsza ekspozycja przedstawia historię sportu; wraz z upływem czasu pojawia się coraz więcej interaktywnych elementów, m.in. możliwość sprawdzenia się w roli komentatora sportowego ;).

 
Wizytę w Newport warto zakończyć spacerem po Cliff Walk, czyli otwartej niedawno ścieżce nad brzegiem oceanu. Temu miejscu na pewno poświęcę odrębnego posta, bo to jedno z naszych najpiękniejszych odkryć tej podróży! 



















Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.