Naleśniki na indukcji - sztuka całkiem zwykła w swojej niezwykłości


Generalnie mam dość duży problem z przepisami powszechnie uznawanymi za tak podstawowe, że większość osób robi je z głowy i nie zaprząta sobie nawet myśli odmierzaniem proporcji i składników. Zdecydowanie nie należę do osób, które wyciągają z piekarnika puszysty biszkopt o ile nie jest to poprzedzone długotrwałymi i skomplikowanymi manewrami (w tym rzuceniem blaszką o podłogę); dobry rosół udało mi się wypraktykować po kilku latach, a i tak czasami najlepiej potraktować go jako bazowy wywar i przerobić na coś innego. Z naleśnikami może nie radziłam sobie tak znowu najgorzej, ale przez praktycznie całe życie miałam dostęp do kuchni gazowej - rok temu przeniosłam się za to do mieszkania, gdzie mam tylko płytę indukcyjną. Po kilku podjętych próbach doszłam do wniosku, że naleśniki na płycie indukcyjnej to sztuka tak zaawansowana, że krokietom ze szpinakiem mogę już powiedzieć adios na zawsze.


Ze swojego doświadczenia - i dwóch płyt, na których przyszło mi gotować - nie bez znaczenia jest sam sprzęt. Pierwsza była dużo słabsza, druga nie tylko szybko się nagrzewa, ale też lepiej trzyma ciepło kiedy zdejmuję patelnię, żeby np. wylać na nią ciasto albo zsunąć gotowy naleśnik. Patelnia nie ma w moim przypadku znaczenia - mamy dwie, żadna z nich nie jest przeznaczona specjalnie do smażenia naleśników, a jednak wychodzą. Wszystko, zauważyłam, zależy od przepisu i ciasta. Ten jest nieco nietypowy, ale jest po prostu genialny.


Dla mnie najważniejsze jest to, żeby naleśniki były elastyczne - często są bazą do przygotowania krokietów, więc zależy mi, żeby nie łamały się na brzegach. To jest właśnie przepis idealny do tego typu działań.



 Naleśniki z wrzącą wodą (14 sztuk)
(naleśniki na indukcji) 
 2 jajka
2 łyżki oleju
0,5 łyżeczki soli
1,5 łyżeczki cukru
1,5 szklanki mleka 2%
1,5 szklanki mąki pszennej 
1,5 szklanki wrzącej wody

Jajka roztrzepać w misce, dodać cukier (jeśli naleśniki będą na słodko, jeśli nie - pominąć), sól i olej, wymieszać. Wlać mleko, a następnie stopniowo dodawać mąkę. Cały czas mieszając dodać wrzącą wodę, a powstałe ciasto pozostawić na co najmniej pół godziny. Ciasto będzie bardzo lejące i płynne, ale nie należy do niego dosypywać mąki. Jeżeli ja byłam w stanie się przed tym powstrzymać, Wam ta sztuka tym bardziej powinna się udać ;)

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, gdy chodzi o smażenie naleśników na indukcji, wielkiej magii to w tym nie ma: ja po prostu bardzo mocno rozgrzewam patelnię (wylewając na nią ok. 1 łyżeczki oleju) i wylewam na nią ciasto. W zależności od potrzeby ustawiam moc między 7 a 8 (nie więcej) i smażę na rumiano, przewracając je przy pomocy drewnianej łopatki. Przed wylaniem nowej porcji ciasta zawsze natłuszczam patelnię, używając ok. 1/4 - 1/2 łyżeczki oleju.

Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.