22. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie - DUŻO zdjęć :-)


Ostatni weekend października od lat upływa w Krakowie pod znakiem Targów Książki - to dokładnie ten czas, kiedy wokół krakowskich hal Expo wędrują tysiące osób z torbami pełnymi książek, a do autorów ustawiają się kilometrowe (choć i podnoszące na duchu) kolejki. Wiele osób, podobnie jak i ja, co roku czeka na ogłoszenie listy autorów czy programu towarzyszącego - i niewiele wskazuje na to, by pomimo pewnych organizacyjnych potknięć sytuacja ta miała ulec zmianie.


2018 - po pierwsze, idzie lepsze.

Spośród czterech targowych dni największe oblężenie zawsze odnotowywane jest w sobotę i niedzielę. To zdecydowanie te mniej "branżowe" dni, skierowane przede wszystkim do indywidualnego czytelnika, umożliwiające krótkie (lub dłuższe) spotkanie z ulubionym autorem. Po ubiegłorocznej edycji Targów pojawiło się wiele negatywnych głosów dotyczących organizacji, tłoku, niemożliwości swobodnego przemieszczania się, ale przede wszystkim wartości fundamentalnej przy takim skupisku masy ludzkiej: bezpieczeństwa. Ja dałam radę podreptać w ścisku jakąś godzinę i uciekłam, bo odpędzanie najczarniejszych scenariuszy okazało się jednak być zbyt wyczerpujące.

Na plus: na pewno większe przejścia między stoiskami. Dzięki temu nawet w sobotę byłam w stanie w miarę swobodnie poruszać się po terenie Targów, wiadomo - przy bardziej obleganych autorach tworzyły się zatory (można byłoby też zadbać jednak o to, by nie zabraniać wybranym przechodniom zmierzania w danym kierunku "bo mam tutaj kolejkę" - średnio to brzmi). System wpuszczania też niby poszedł w dobrą stronę, bo choć mi przyszło czekać zza głównej bramy, w środku byłam po ok. 20 minutach. Do kontroli wpuszczana jest grupa osób i następne wchodzą dopiero wtedy, gdy poprzednicy już weszli na teren Targów i zdążyli się oddalić od bramek wejściowych. Niezbyt uprzejmie za to wyszło z osobami posiadającymi zaproszenia -  "z zaproszeniami proszę na koniec kolejki" brzmi trochę średnio. W sobotę bardziej opłacało się kupić z końca kolejki e-bilet i darować sobie wykorzystanie zaproszenia.

W dość udany sposób rozłożono też program towarzyszący; w ubiegłym roku kilku autorów cieszących się największym zainteresowaniem uczestników było na Targach praktycznie równocześnie, co skutecznie sparaliżowało ruch w kilku miejscach Expo. Tym razem kilka wydarzeń odbywało się też w niedzielę, również późnym popołudniem.


Nie tylko premiery
 
Targi to chyba od zawsze nie tylko okazja do zapoznania się z ofertą wydawnictw czy zdobycia przedpremierowych egzemplarzy wyczekiwanych książek - praktycznie na każdym rogu można przyłączyć się do jakiegoś wydarzenia. Szczególnie polecam panele dyskusyjne w Saloniku Literackim, można tu w dowolnym momencie przystanąć i pójść dalej, a poza wyjątkowymi sytuacjami (jak E.E. Schmitt rok temu) tłumów wielkich też nie ma. W tym roku jedną z ciekawszych rozmów była ta dotycząca masowo wydawanych poradników obiecujących wyleczenie w domowych warunkach PCOS czy Hashimoto.


Kolejki, kolejki
 
Chodząc na Targi od kilku lat obserwuję przeróżne tendencje względem rozmaitych autorów. Są tacy, którzy popularnością cieszą się absolutnie zawsze i kolejki ustawiają się do nich na godzinę przed ich pojawieniem na stoisku. Triumfy zawsze święcą autorzy zagraniczni (wiadomo - w domyśle - jedyna szansa bezpośredniego zdobycia wymarzonego autografu), a w tym roku - jak sądzę, z powodu Bookera - wyjątkowy tłok obserwowałam w kolejce do Olgi Tokarczuk. Swój egzemplarz "Ksiąg Jakubowych" podpisałam chyba trzy lata temu, w czwartkowy Targowy wieczór, w nieomal pustej hali targowej :)


Rok temu kolejka do Roberta Biedronia była niesamowita (i mówię całkiem serio - na dobre 45 minut przed jego pojawieniem się już zakręcała wokół stoiska), w tym roku też niczego jej nie brakowało, choć na Targach był zarówno w sobotę, jak i w niedzielę. 


Grażyna i Wojciech Jagielscy - bardzo żałowałam, że na miejscu nie można było kupić jej książki "Anioły jedzą trzy razy dziennie". Polecam swoją drogą, to moim zdaniem jedna z najpiękniejszych, najszczerszych i najbardziej dobitnych książek o zmaganiu się z własnymi lękami, jaką przeczytałam. Idealnie wyważona, subtelna, podnosząca w sposób niezwykle delikatny potężne kwestie.


Bartosz Szczygielski, którego "Aortę" zresztą niecałe dwa lata temu recenzowałam na blogu. Zgapiłam się i na stoisko dotarłam dosłownie na parę minut przed końcem sesji podpisywania egzemplarzy książek (i plakatów!), ale co się odwlecze... ;)


Max Czornyj, którego książki przeczytał już chyba każdy w blogo- i Instagramosferze, a po które nadal nie zdążyłam sięgnąć. Do nadrobienia!


Jakub Małecki - historia (jeszcze!) jak powyżej. Stoisko SQN to też chyba modelowy przykład na to, że właściwie zorganizowana przestrzeń pozwala zorganizować kolejkę w taki sposób, by każdy mógł oddychać, nikt się nie tratował, a sami oczekujący nie zaczynają tworzyć trzech lub czterech alternatywnych jej odnóg ;)


Justyna Kopińska - stanie w kolejce co prawda sobie darowałam, ale przypomniałam sobie o czekającej na mnie nadal książce "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie". Zbieram na nią jeszcze siły, bo po "Polska odwraca oczy" i potem po pierwszych reportażach ujętych w "Z nienawiści do kobiet" nie byłam pewna, czy jestem na tę lekturę gotowa. Jeszcze czekam, bo to reportaże, po których ciężko się otrząsnąć i tak po prostu wrócić do rzeczywistości.


Do Martyny Wojciechowskiej kolejka była jak zawsze olbrzymia - tym razem sama pochwalę pomysł umieszczenia tego kanapowego stoiska w rogu zlokalizowanym bliżej końca jednej z hal. Dzięki temu kolejka nie blokowała głównego przejścia, skutecznie sabotując przemieszczanie się w którymkolwiek kierunku ;)


Cieszy też fakt, że coraz więcej jest na Targach książek obcojęzycznych, również tych z drugiej ręki, w bardziej przystępnych cenach. W tym roku stoiska zdecydowanie zdominował Harry Potter we wszystkich możliwych wydaniach i książki nurtu Young Adult, szczególnie te cieszące się dużą popularnością wśród młodszych odbiorców - gdzie się w sumie nie obejrzałam, tam widziałam The Hate U Give czy To All The Boys I've Loved Before. Nie zabrakło też pięknie wydanej przez Penguina klasyki.



Takie stężenie jednej z moich ulubionych serii wydawnictwa Od Deski do Deski - Na F/Aktach! Na pierwszym planie bezbłędna Inna Dusza Łukasza Orbitowskiego. Polecam bardzo, świetnie skonstruowana i napisana opowieść. Przeczytałam ją prawie dwa lata temu, a zdarza mi się do niej wracać myślami.


A autorzy nie tylko podpisują ;)


Na koniec - przepięknie wydana trylogia Stiega Larssona (dla mnie chyba na zawsze trylogia, bo do kolejnych części jakoś nie mam pomimo szczerych chęci serca), do której się przymierzałam, ale jakoś tak mi zeszło, że w końcu poszłam po zakładki, po etui do Różowej Fabryki, po torbę... że już nie udało mi się po nie wrócić. Ale nic straconego, planuję je kiedyś przytulić w wersji anglojęzycznej.


I fenomenalne moim zdaniem stoisko wydawnictwa Znak.

Z Targami jest trochę tak, że co roku mam dość tłumów, ale w październiku i tak wędruję w kierunku Expo. Ale niewątpliwie edycja 2018 wypada na tle tej ubiegłorocznej na plus - pozostaje zatem tylko czekać do kolejnej edycji, by przekonać się, czym zaskoczą nas organizatorzy.

Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.