"Czerwone Zegary" Leni Zumas - czy to jest odpowiedź pokolenia Millenialsów na "Opowieść Podręcznej"?


Obecny klimat polityczny nie jest może przyjazny kobietom, ale sprzyja rozwojowi całkowicie nowego typu literatury. Wygląda zatem na to, że feministycznych dystopii będzie coraz więcej. Po książkę Leni Zumas sięgnęłam głównie dlatego, że widziałam w niej gdzieś sporo punktów wspólnych z „Opowieścią Podręcznej”; zarówno książka Atwood, jak i stworzony na jej podstawie serial Hulu są moim odkryciem roku 2018, widząc zatem książkę tak silnie utrzymaną w podobnej tematyce nie mogłam się oprzeć pokusie jej przeczytania. W pewnym momencie przestałam te dwie pozycje jednak do siebie porównywać, bo na tle kultowej już opowieści o Gilead historia snuta przez Zumas wypada jednak całkowicie inaczej. I niekoniecznie lepiej. Spieszę zatem, by tę opinię uzasadnić.


Nie zawsze garść modnych tematów jest przepisem na sukces

         Bo mamy tu wszystko. Klimat polityczny wyjątkowo sprzyja teraz popularności dzieł poruszających ten wątek, ale to trochę za mało, by udźwignąć całą historię. Powieść osadzona jest w niedalekiej przyszłości, w dystopijnej rzeczywistości Stanów Zjednoczonych, w których Kongres niedawno ratyfikował Poprawkę o Człowieczeństwie (Personhood Amendment) zakazującą dokonywania zarówno aborcji, jak i zabiegów in vitro. Poruszają się w niej cztery bohaterki: Mattie (ciężarna nastolatka), Ro (jej nauczycielka, pisząca również książkę o innej bohaterce – zmarłej badaczce imieniem Eivør), Susan (matka dwójki dzieci tkwiąca od dość dawna w nudnym małżeństwie) i Gin (znachorka, mieszkająca samotnie w lesie i zajmująca się leczeniem pacjentek z miasta). Dla każdej z nich sfera macierzyństwa jest niezwykle istotna, ale dla każdej oznacza też coś zupełnie innego; jest równocześnie, w zależności od punktu widzenia, pragnieniem, problemem, uciążliwą codziennością, która ma swoje jasne chwile. Poruszane są też tutaj kwestie powszechnego w państwie patriarchatu, podwójnych standardów, przemocy domowej, samotnego macierzyństwa, zmagań z poczęciem – całe spektrum niezwykle istotnych tematów, które są jednak przedstawiane dość płytko i nie zapadają szczególnie w pamięć.


Czasem dwutorowa narracja to o jedną za dużo – co zatem, gdy losy bohaterek rozbiegają się w pięciu kierunkach?

Poszczególne rozdziały poświęcane są odrębnym bohaterkom, ale ich losy toczą się obok siebie i splatają na różnych etapach opowieści. Na początku może trudno się do tej formuły przyzwyczaić, bo narracja bezustannie przeskakuje między poszczególnymi postaciami i nie daje większych szans na przywiązanie się do żadnej z nich. Co ważne – potem bardzo się ten sposób prowadzenia historii docenia, bo pozwala spojrzeć na kwestię posiadania potomstwa w bardzo wielu wymiarach, a poza tym sprzyja spójnemu połączeniu losów wszystkich bohaterek. To jeden z aspektów, które bardzo w tej książce cenię; wszystkie relacje splatają się w pełnowymiarową układankę, dając czytelnikowi szansę na zrozumienie złożonych zależności między bohaterkami. Zumas nie tworzy może świata tak złożonego jak Atwood, ale z łatwością wprowadza czytelnika w świat swoich bohaterek i ich problemów. Eksploruje z dogłębnym naturalizmem fizyczność kobiety, co być może nie przypadnie do gustu wszystkim czytelnikom, ale za to oferuje spojrzenie na problemy w dużej mierze przemilczane w społeczeństwie – jak choćby ten mniej estetyczny wymiar in vitro, tak chętnie pomijany w rozmaitych dyskusjach.

To nie jest jednak odpowiedź naszego pokolenia na „Opowieść Podręcznej”

           Atwood stworzyła świat przerażający, zwłaszcza gdy uwzględni się fakt, że dokonała tego ponad trzydzieści lat temu. Zumas przykrywa wartką i bardzo poetycką narracją pewne niedostatki wykreowanej przez siebie rzeczywistości; książkę czyta się sprawnie, ale nie wyzwoliła we mnie uczuć, które towarzyszyły mi przy lekturze dystopii osadzonej w Gilead. Dobre dystopie zawsze sprawiały, że spoglądałam w przyszłość z niepokojem, a opowieść Zumas - choć mająca miejsce w namacalnie wręcz bliskiej przyszłości - przemija delikatnie i bez echa. Nie zmienia to faktu, że jest to dobrze napisana historia, do której powracam myślami - ale w zasadzie wyłącznie w kontekście dalszych losów bohaterek.


Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego bardzo dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

4 komentarze :

  1. Bardzo lubię polityczne wątki w książkach. Jestem fanką powieści o kobietach, bo pozwalają często podstawić się w rolę bohaterki. Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tutaj jest ich pięć - i myślę, że na różnych etapach swojego życia można tę książkę czytać i rozumieć zupełnie inaczej. Ja jakoś specjalnie fanką polityki w literaturze nie jestem, ale ten nowy nurt jakoś mi się spodobał... dzięki Podręcznej, ale teraz eksploruję inne książki ;)

      Usuń
  2. Ruch emancypacyjny był już tak dawno a jednak do dzisiaj ta polityka kobiet wydaje się czasami niejasna przez to pobudzanie tych różnych haseł i problemów społecznych.. Nie mniej jednak interesujący bardzo wpis ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby trwa od dawna (i książek na ten temat też nie brakuje!), ale teraz, w kontekście wszystkich podejmowanych dyskusji i decyzji politycznych, jest tego wszystkiego coraz więcej. Mam wrażenie, że próbę czasu spośród tych napisanych wcześniej książek przetrwały "klasyki", a teraz trzeba wybierać spomiędzy nowszych pozycji, które ciąąąągle się mnożą. Ale sprawdzam większość ;)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.