Chrust, faworki - zwał jak zwał, końcówka karnawału w pełni! Doskonały przepis dla początkujących

Postanowienia postanowieniami, walentynki walentynkami, dzień singla dniem singla - w okolicach początku roku i tak zwykle najbardziej wyglądam tłustego czwartku. Puste zwykle półki lokalnej cukierni od kilku dni uginają się pod ciężarem smażonego drożdżowego w każdej możliwej postaci (do wyboru do koloru: z kokosem, toffi, wiśnią, różane klasyki, pączki w kształcie precla, faworki). Pączka generalnie nigdy nie odmawiam, a pączka Malibu z ww. piekarni to już absolutnie nie (słowem: tak, wiele można w moim przypadku zorganizować inwestując w ten deal jakieś 2,50), a jednak sama smażyłam je może ze dwa razy w życiu. Obdarowana domowymi pączkami doceniam je bezgranicznie, ale sama na myśl o głębokim garnku pełnym tłuszczu wpadam w lekką panikę.

  
Dlatego jesteśmy raczej #teamchrust. Te drobiazgi są może i nieco bardziej czasochłonne w przygotowaniu - głównie z powodu długotrwałego wyrabiania i późniejszego pieczołowitego rozwałkowywania (ale za to ćwiczenia na bicepsy ma się z głowy już o poranku), ale za to są cudownie lekkie i prezentują się niezwykle okazale na karnawałowym stole. W sumie to jedyny sposób, w jaki obchodzimy ostatki, więc nigdy sobie ich nie żałujemy ;)

Bardzo Wam polecam ten przepis - ciasto jest elastyczne, miękkie, nie rwie się i bardzo łatwo rozwałkowuje na cienką płachtę. Idealne na debiutancki stos chrustu :-)


Chrust / faworki
 za TYM przepisem, na talerz faworków jak na zdjęciu powyżej
4 żółtka 
1/2 łyżeczki soli
300 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki cukru kryształu 
5 łyżek gęstej śmietany (najlepiej 18%)
1 łyżka spirytusu lub octu - stosuję zamiennie, ostatnio ocet 
+ tłuszcz do smażenia i cukier puder do oprószenia po usmażeniu
Mąkę wymieszaj z cukrem i solą, usyp na blacie kopczyk. W zagłębienie wbij żółtka, dodaj śmietanę i spirytus/ocet. Zagnieć gładkie, nieklejące się ciasto, wtłaczając w masę możliwie jak najwięcej powietrza. Są różne szkoły dokonywania tej sztuki, ja jestem zwolenniczką korzystania z siły własnych mięśni, a nie okładania ciasta wałkiem ;)
Kulę ciasta dobrze jest podzielić na kilka części i przykryć czystą ściereczką te, których akurat nie rozwałkowujecie. Ciasto najlepiej jest rozwałkować możliwie jak najcieniej; ja pod swoim widzę teksturę blatu. Wykrawać ciastka za pomocą radełka, tnąc ciasto na prostokątne pasy. W każdym natnij środek i przewiń przez powstały otwór jeden z końców faworka.
W głębokiej patelni rozgrzej tłuszcz - ja zwykle wybieram olej rzepakowy (opcjonalnie z niewielką domieszką smalcu). Powinien on sięgać co najmniej do połowy wysokości naczynia. Tu przydają się różnego rodzaju ścinki z ciasta - jeśli tłuszcz jest  wystarczająco rozgrzany, od razu po wrzuceniu na niego kawałka ciasta powinien się on napowietrzyć i zrumienić.
Faworki wrzucaj na rozgrzany tłuszcz partiami; ich smażenie trwa dosłownie kilkanaście-kilkadziesiąt sekund po każdej stronie, więc odwracanie wzroku od patelni jest wysoce niewskazane ;). Usmażone ciastka odkładaj na talerz wyłożony papierem śniadaniowym, by odsączyć nadmiar tłuszczu. Lekko przestudzone oprósz cukrem pudrem.
 



Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.