It's easier, being heartbroken in your thirties, because no matter how painful it is, you know it will pass. I don't believe one other human has the power to ruin my life anymore.
Mówiąc krótko: Dolly Alderton wydestylowała w "Duchach" koncentrat smutku, rozczarowania i bezsilności pozostawionych po wszelkiego rodzaju utratach. Bo to nie tylko opowieść o ghostingu, randkach i relacjach romantycznych, choć na to mógłby wskazywać tytuł. To też opowieść o przyjacielskich ścieżkach, które coraz częściej biegną równolegle i nie mogą się przeciąć. I o towarzyszeniu bliskim w momentach, kiedy coraz mniej są już sobą.
Nina pozornie ogarnia wszystko. Żyje sobie najpiękniejszym millenialsowym, Pinterestowym życiem we własnym (!) mieszkaniu w Londynie, a na życie zarabia, opracowując przepisy i pisząc własne książki kucharskie: czyli, jak by na to nie patrzeć, spełnia w stu procentach (a nawet z nawiązką) fantazję o przekuciu pasji w pracę i jeszcze całkiem nieźle na tym wychodzi. Gdyby to nie było wystarczająco insta-friendly, pozostaje w przyjacielskich relacjach ze swoim eks, a na szybkim wybieraniu ma przyjaciółkę, która czasem przebywa na Ziemi, ale przez większość czasu przebywa jednak na zupełnie innej planecie (i w mojej głowie wygląda zupełnie jak Honey z 'Notting Hill'). Jednak przy bliższej inspekcji na tym idealnym obrazku jest całkiem sporo pęknięć - takich z kategorii życiowo dość istotnych.
My solitude was like a gemstone. For the most part it was sparkling and resplendent - something I wore with pride (...) But underneath this diamond of solitude was a sharp point that I occasionally caught with my bare hands, making it feel like a perilous asset rather than a precious one. Perhaps this jagged underside was essential - what made the surface of my aloneness shine so bright. But loneliness, once just sad, had recently started to feel frightening.
Sally Główną osią całej powieści jest rzecz jasna koncept ghostingu, nie jest zatem zaskakujące, że powieść rozpędza się wraz z rozwijającą się relacją między Niną i Maxem. Doskonale wiemy, co tutaj w pewnym momencie się wydarzy, a dla mnie najciekawsza część tej historii odsłania się właśnie wtedy, kiedy Max znika z życia Niny, pozostawiając za sobą jedynie wspomnienie spędzonego wspólnie czasu i gorzki posmak urwanego prawie. W tle rozsnute są jednak wątki rozmaitych relacji międzyludzkich podlegających znacznym przetasowaniom - a obserwowanie tego, jak główna bohaterka sobie z tym radzi, jest szalenie intrygujące.
Bo Nina nie zawsze sobie radzi, a może uczciwiej byłoby powiedzieć wprost, że w przeważającej większości przypadków sytuacja ją przerasta. Zniknięcie Maxa tylko uwypukla problemy, z którymi się mierzy, a nie jest tego bynajmniej mało; od drastycznej zmiany dynamiki rodzinnych relacji w kontekście postępującego otępienia u jej taty, coraz większego rozpadu najdłuższej życiowej przyjaźni, aż po upierdliwego sąsiada i sceptyczną (delikatnie mówiąc) opinię wydawczyni o jej najnowszym pomyśle na książkę - ten okres życia Niny zdecydowanie mógłby się poukładać lepiej.
Alderton postanawia pogłębić nie tylko kwestię relacji romantycznych; poświęca równie dużo miejsca związkom-satelitom, dzięki którym nasze życie staje się pełniejsze. Fenomenalnie uchwyciła przy tym całe spektrum zmian i utrat towarzyszących wkraczaniu w coraz bardziej zaawansowaną dorosłość - zwłaszcza, gdy pewne elementy układanki jednak nie wskakują na swoje miejsce i odpadamy od rówieśniczego peletonu.
"Duchy" trafnie przedstawiają chaos, jaki w życie wprowadza czyjeś zarówno pojawienie się, jak i niezapowiedziane zniknięcie. W historiach postaci drugoplanowych - rewelacyjnie zresztą zarysowanych - przewijają się wszystkie bolączki współczesnego randkowania, dzięki czemu powieść tworzy wielowymiarowy obraz tego, co może się udać - ale i tego, co przeważnie nie działa. Doskonałe jest to, że punktem wyjścia jest tu być może kwestia ghostingu, ale pod tą warstwą kryje się całe spektrum aspektów związków w przeróżnych stadiach ich dojrzałości. W jednej powieści Alderton jak w kalejdoskopie migają problemy zarówno singli, jak i osób w wieloletnich związkach, a w tle tej mozaiki przesuwają się relacje nieromantyczne.
Trochę mnie ta książka ukoiła, trochę posoliła te jątrzące się w środku rany - jednak jest w "Duchach" sporo fragmentów, które nadały kształt moim własnym myślom i pozwoliły mi popatrzeć na różne sytuacje z innej perspektywy. Polecam ją zwłaszcza teraz, kiedy jest już dostępna w polskim wydaniu; wychodzi daleko poza ramy konwencjonalnej chick-lit i nawet jeśli wygląda jak niezobowiązująca wakacyjna lektura, zostanie z wami na dłużej.

0 comments:
Prześlij komentarz