Literackie podsumowanie 2018

11:25



2018 pod wieloma względami okazał się rokiem pełnym wyzwań, ale na jednym polu udało mi się osiągnąć bezapelacyjny sukces: na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy przeczytałam 67 książek, co jest bliskie mojemu życiowemu rekordowi. A jest to tym przyjemniejsze, że zrealizowane zostało bez przymusu i wypełniania jakiegokolwiek planu – konsekwentnie nie robię żadnych noworocznych postanowień, a zasada ta rozciąga się też na obszar kulturalny. Pomimo tego 2018 okazał się w porównaniu do swoich poprzedników wyjątkowy pod względem zarówno ilości przeczytanych książek, jak i obejrzanych filmów.



Bez wahania wymieniam dwie pierwsze części „Buntowniczki z pustyni” Alwyn Hamilton i „Wielką samotność” Kristin Hannah jako moje najlepsze książki 2018 roku. Moja sympatia do książek Hamilton (o których zresztą na blogu pisałam na początku tego roku -> klik) była dość zaskakująca; to nie jest kompletnie mój gatunek, grupa wiekowa chyba też już nie ta, nie przepadam nawet za fantasy, a jednak nie mogłam się od niej oderwać. Warto też podkreślić, że w obydwu przypadkach najbardziej przypadły mi do gustu książki bardzo popularne, których fenomenu nie byłam zupełnie świadoma. Sądziłam, że o książkach Hamilton nikt nie słyszał (podobnie jak ja, bo wzięłam je z bibliotecznej półki tylko ze względu na ich nieziemskie okładki), a o Kristin Hannah wiedziałam tyle, że wcześniej napisała już bardzo popularnego „Słowika”, ale sama nie miałam okazji go przeczytać. „Wielka Samotność” okazała się pięknym studium obezwładniającego osamotnienia, którego widmo popycha ludzi do podjęcia najtrudniejszych życiowych decyzji.


 
Teraz może nieco o literackich odkryciach, a tych było całe mnóstwo: zaliczam do tej grupy na pewno książki o profesorowej Szczupaczyńskiej, które darzę szczególną sympatią ze względu na akcję toczącą się w Krakowie – ale i bezkonkurencyjną postać Franciszki! „Opowieść podręcznej” była moim wielkim powrotem po latach do literatury dystopijnej, a jej serialową ekranizację pochłonęłam w całości w nadzwyczaj krótkim czasie (co jak na moje standardy jest dość dużym osiągnięciem); książki Jojo Moyes wyciągnęły mnie natomiast z literackiej strefy komfortu. 2018 był też rokiem wielkich odkryć wśród rodzimych autorów – bez wahania wymieniam tu Alka Rogozińskiego, którego książki teraz czytamy w rodzinie hurtem, przekazując sobie zaczytane egzemplarze z rąk do rąk dalej ;). Podobnie rzecz wygląda z Izą Michalewicz i jej rewelacyjnymi reportażami o sprawach policyjnego Archiwum X, których kontynuacja jest jedną z niewielu tego- lub przyszłorocznych premier, na które bardzo czekam. Były też bardziej i mniej udane powroty do autorów i serii, które darzę szczególną sympatią od wielu, wielu lat (Murakami, Musierowicz).


Skoro było o książkach najlepszych, to będzie też o literackich rozczarowaniach. Nie do końca zachwyciły mnie książki, które często widziałam dosłownie wszędzie – „Lissy” okazała się przedziwną hybrydą, w której na próżno jednak szukać porywającego horroru, a „Czerwony Pająk”, stanowiący zwieńczenie tetralogii z Saszą Załuską, rozwlekłym traktatem o niczym, który brak treści nadrabia kolosalną ilością postaci. Dużym nieporozumieniem okazała się też moja próba zmierzenia się z literaturą fińską, bo „Akuszerka” (Katja Kettu) zmęczyła mnie przeokrutnie. Porównywalnie rozczarowująca byli chyba też „Mali bogowie”, bo nadal nie zmieniam swojego zdania na temat tego nadzwyczaj stronniczego reportażu – o każdej grupie zawodowej można napisać taką książkę, trzeba tylko znaleźć wystarczająco dużo wypalonych i sfrustrowanych ludzi. A to nie jest problem tylko i wyłącznie pracowników sektora ochrony zdrowia.


Tytułem podsumowania jeszcze kilka statystyk :). Najlepiej czytało mi się w październiku, co nie zaskakuje – przeniosłam się wtedy na prawie cały miesiąc do domu rodzinnego i swoim stylem licealnym nadzwyczaj często kursowałam do biblioteki. Najsłabiej poszło mi w lutym, marcu i lipcu (odpowiednio 3, 2 i 3 książki na miesiąc), gdzie nie do końca jestem pewna z czego wynikał ten czytelniczy kryzys na początku roku. Łącznie przeczytałam 24898 stron, co miesięcznie daje średni wynik równy 2074,8. Pięknie widać jednak jak bardzo sytuacja potrafi się zmieniać przy zestawieniu wartości z marca i października – 408 vs. 4144 strony :)


            I jeszcze odrębna kategoria dla odkrycia roku w kategorii sposobu czytania: dwa lata temu był to Kindle, który na dobre zmienił moje podejście do ebooków. W tym roku niewątpliwie jest to Legimi – odkryłam je zaledwie miesiąc temu, właściwie przez przypadek, i uważam, że to rewelacyjna opcja. Niezmiernie cieszy mnie możliwość natychmiastowego dostępu do większości wydawniczych nowości, które chcę przeczytać (bez konieczności zapisywania się do bibliotecznej kolejki i znalezienia się w okolicach jej ogona, ze wstępnym sugerowanym terminem na czerwiec 2020), a także wygoda czytania offline. Idealna alternatywa dla osób, które albo nie mają możliwości częstych wizyt w bibliotece, albo jest ona słabo zaopatrzona.

8 komentarzy :

  1. Polecam każdemu kto lubi dobrą lekturę przeczytać zbrodnie prawie doskonałe. Książkę połknęłam w dwa wieczory i była dla mnie bardzo wciągająca. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Poza tym to bardzo dobrze, obiektywnie i rzetelnie napisane reportaże - na pewno warto.

      Usuń
  2. Wielka samotność to wg mnie najlepsza książka jaka została wydana w ubiegłym roku. Przeczytałam ich kilkanaście ale tylko ta wzbudziła moje emocje, aż miło się patrzy że i Tobie się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podeszłam z lekką nieufnością, bo nie znam Kristin Hannah i jej twórczości (ominął mnie szał na "Słowika") - to był świetny początek przygody z jej książkami. Też u mnie wzbudzała mnóstwo różnych uczuć, od przemożnego smutku po złość...

      Usuń
  3. Prawie 25 tysięcy stron, wow, to jest wręcz imponujący wynik. Podziwiam cię i to bardzo. Sam przeczytałem może z 5 tysięcy i uważałem to za sukces, jak widać myliłem się :D Życzę tak samo owocnego nowego roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzajmy, każda ilość stron cieszy :D Mam nadzieję, że w 2019 zatem przeskoczysz swój wynik ;)

      Usuń
  4. Bardzo dobry wynik. Ja czytam trochę mniej zapewne, ale chciałabym i próbuję czytać więcej i więcej. Niestety mam za mało czasu żeby pobić zeszłoroczny wynik. W 2018 32książki, w tym chciałabym 40

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo konkretny wynik! Trzymam kciuki, żeby pomimo wszystko udało Ci się wygospodarować choć chwilę na czytanie :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.